Wczoraj szeroko rozpisałem się na temat RSS-ów oraz ich wyższości w świecie konsumpcji mediów nad algorytmami mediów społecznościowych i walką o widoczność w Google'u.
Nie rozwinąłem wątku X-a. Okazuje się, że w kwietniu doskonale zobrazowała to Laura Hazard Owen z Nieman Lab:
Czy linki szkodzą wydawcom wiadomości na Twitterze? Nasza analiza wskazuje, że tak. Zainteresowanie tweetami konta @nytimes (53 miliony obserwujących) jest znacznie mniejsze niż w przypadku tweetów konta @GlobeEyeNews (866 000 obserwujących).
Tkwienie przez media na tej platformie z myślą o przyszłości wydaje się być marnym pomysłem. Bycie tam z szacunku dla tych, którzy od lat śledzą profile mediów - to jestem w stanie zrozumieć. Dostarczanie im streszczeń newsów w formie wiadomości bez linków jest jakimś wyjściem. Ale to nadal próba uśmiechania się w chwili, gdy platforma pluje mediom w twarz.
Ale jak ma się to plucie do takiej zachęty?
Niemniej jednak większość wydawców z mojej próby często zamieszcza linki. (Nie udało mi się znaleźć żadnego z dużych graczy, który stosowałby się do rady Elona Muska, by w pierwszym tweecie zamieścić opis artykułu, a w drugim – link do niego).
W porządku. Zachęta jest. Ale to w rzeczywistości utrudnienie. Podobnie jak ma to miejsce na Facebooku, gdzie media zostały niejako zmuszone przez działania platformy do zastąpienia linków w postach grafikami i wklejaniem linków w komentarzach. To też rodzaj zachęty - można by powiedzieć. Ale w gruncie rzeczy to uprzykrzanie życia.
Jak to się ma do wyświetleń artykułów? Na Facebooku spotkałem się z danymi, które wskazują na wzrost wyświetleń postów z grafikami (zamiast z linkami), ale kosztem przejść na stronę wydawcy (mimo publikowania linków w komentarzach).
Fot.: Noita Digital / Unsplash